Wspieramy społeczność i integrujemy mieszkańców.
Ta sekcja przedstawia projekty integracyjne i społeczne dla mieszkańców Elbląga, realizowane przez Olav T. Laake i Towarzystwo Polsko-Norweskie w Stavanger pod przewodnictwem Ryszarda Kalinowskiego. Zapewnia wgląd w inicjatywy, które budują silną i zjednoczoną społeczność.

Historia sukcesu mieszkańców Stavanger w pomocy dla Elbląga.
ZNACZNIE WIĘCEJ, NIŻ OCZEKIWANO
Późną jesienią 1981 roku pomoc była już w drodze. Gmina Stavanger zwróciła się do swoich mieszkańców z apelem, aby podzielili się częścią swojego dobrobytu, a odzew przeszedł wszelkie oczekiwania.
Ludzie przybywali z paczkami z całego regionu – ze Stavanger i sąsiednich gmin, a także z Jæren i Ryfylke.
Przez pierwsze dni miejscem przyjmowania darów był wydział informacji gminy. Pracownicy dosłownie tonęli w paczkach i szybko musieli znaleźć inne rozwiązanie.
Znacznie lepiej nadawał się do tego magazyn portowy w Stavanger, jednak również tam kartonowe pudła zaczęły się piętrzyć i wkrótce wypełniły dużą część ogromnych pomieszczeń.
„Przybyło ich znacznie, znacznie więcej, niż się spodziewaliśmy” – wspomina Åge Askø, który wówczas pracował w wydziale informacji gminy.
Razem z kolegą, Larsem Gelleinem, Askø zajmował się całą stroną praktyczną przedsięwzięcia: koordynacją, organizacją i zamówieniami.
Zawarto umowę z lokalną firmą transportową, a członkowie Towarzystwa Polsko-Norweskiego licznie zgłaszali się do pomocy przy układaniu kartonów i paczek w ciężarówkach.
Pierwsza ciężarówka wyruszyła w drogę w połowie listopada.
Kierowcy przywozili z Elbląga listy z nazwiskami. Z czasem coraz więcej paczek przeznaczonych do wysłania otrzymywało konkretne imię i nazwisko oraz adres.
W ten sposób nawiązał się kontakt pomiędzy rodzinami z rejonu Stavanger a rodzinami w Elblągu. Stworzyło to podstawę do korespondencji, wzajemnych odwiedzin i przyjaźni ponad granicami.
Akcja pomocy dla Polski zyskała dużą grupę stałych darczyńców. Wielu z nich przez kolejne lata regularnie wysyłało paczki.
CO ZNAJDOWAŁO SIĘ W PACZKACH?
W paczkach znajdowały się między innymi:
- kawa,
- konserwy z szynką,
- sardynki i inne konserwy,
- pasztet,
- rodzynki,
- suszone śliwki,
- dżemy,
- czekolada,
- pieczywo chrupkie,
- tabletki witaminowe,
- pasta do zębów,
- mydło,
- proszek do prania,
- podpaski,
- ściereczki i artykuły higieniczne.
Wysyłano również odzież:
- pończochy i skarpety,
- swetry,
- kurtki,
- płaszcze,
- buty.
Początkowo wysłanie jednej paczki kosztowało 30 koron, później cena wzrosła do 40, a następnie do 50 koron za przesyłkę.
Za pieniądze przeznaczone na transport kupowano dodatkową żywność i artykuły pierwszej potrzeby, o których wiedziano, że są szczególnie potrzebne. Były to przede wszystkim:
- ser,
- konserwy,
- artykuły toaletowe,
- proszek do prania.
W ciągu pierwszych trzech lat do Elbląga wysłano co najmniej 20 pełnych transportów z odzieżą i obuwiem zebranymi w ramach akcji.
Ponadto przekazywano:
- lekarstwa,
- sprzęt medyczny,
- witaminy,
- preparaty zastępujące mleko matki,
- kaszki dla dzieci,
- ubrania dziecięce,
- łóżka szpitalne,
- wózki inwalidzkie,
- maszyny do szycia,
- sprzęt komputerowy.
PIERWSZE TRANSPORTY DO ELBLĄGA
Plan zakładał wysyłanie jednego transportu co dwa tygodnie.
Ogromna liczba paczek sprawiła jednak, że konieczne było organizowanie transportów częściej – zarówno przed Bożym Narodzeniem i po świętach w pierwszym roku akcji, jak również w późniejszym okresie.
Niejednokrotnie trzeba było wynajmować dodatkową ciężarówkę i wysyłać dwa pojazdy jednocześnie, aby przewieźć wszystkie zgromadzone paczki.
Tuż przed Bożym Narodzeniem 1981 roku jedna z ciężarówek dostarczyła do Elbląga blisko 2000 paczek.
SYSTEM ODBIORU MUSIAŁ DZIAŁAĆ SPRAWNIE
Bardzo ważne było stworzenie w Elblągu sprawnego systemu odbioru pomocy.
Za pośrednictwem Towarzystwa Polsko-Norweskiego w Stavanger grupa robocza akcji pomocy dla Polski nawiązała kontakt z przedstawicielami Solidarności oraz Kościoła katolickiego w Elblągu.
Olav T. Laake pojechał z pierwszym transportem. Spotkał się tam z najważniejszymi osobami i wspólnie z Polakami ustalił sposób przyjmowania, obsługiwania i rozdzielania paczek.
Obok czołowych działaczy lokalnej Solidarności, niezwykle ważną rolę w organizacji rozdziału pomocy wśród mieszkańców Elbląga odegrał dziekan Mieczysław Józefczyk.
Józefczyk znał język niemiecki, dzięki czemu łatwiej było się z nim porozumiewać niż z większością Polaków.
Po tym, jak przed Bożym Narodzeniem 1981 roku wielu działaczy i członków Solidarności zostało aresztowanych, Kościół katolicki przejął praktycznie główną odpowiedzialność za możliwie najbardziej sprawiedliwy podział paczek.
„Ufamy wam, ale będziemy przeprowadzać kontrole” – miał powiedzieć Laake Polakom, gdy rozpoczęły się transporty pomocy.
Stavanger wysyłał swoich przedstawicieli do Elbląga więcej niż jeden raz, aby upewnić się, że wszystko przebiega właściwie.
W Elblągu byli między innymi:
- Olav T. Laake,
- Halvor Hjertvik,
- Lars Gellein,
a także przedstawiciele Towarzystwa Polsko-Norweskiego, którzy podróżowali wraz z ciężarówkami wiozącymi pomoc.
Centralny szpital wysłał również całą delegację pod kierownictwem dyrektora Olava Larsena.
Jej zadaniem było dokładniejsze zbadanie potrzeb elbląskich szpitali oraz sprawdzenie, w jaki sposób Polacy wykorzystali sprzęt medyczny, który został już wcześniej dostarczony.
W następnej części przetłumaczę rozdziały dotyczące problemów z transportami, zaginięć paczek oraz kontroli na granicach.
Czekam na tlumaczenie
Oczywiście, kontynuuję. Poniżej następna część tłumaczenia.
SKARGI I PROBLEMY Z ODBIOREM POMOCY
Mimo podjętych działań pojawiły się jednak skargi.
Kierowcy ciężarówek zgłaszali przypadki ubytków. Byli przekonani, że gdy transport docierał do Elbląga, w naczepach znajdowało się mniej paczek niż w chwili wyjazdu ze Stavanger.
W kilku przypadkach świadkowie widzieli również, że podczas kontroli ładunku na granicy dochodziło do kradzieży rzeczy z paczek.
Do lutego 1984 roku Komitet Pomocy dla Polski otrzymał informacje, że podczas transportu zaginęło około 25 paczek. Nie można jednak było wykluczyć, że rzeczywiste straty były większe.
W tym samym czasie do kierownictwa akcji zaczęły docierać informacje o niezadowoleniu związanym z systemem odbioru i rozdziału pomocy w Elblągu.
Skargi pochodziły przede wszystkim od działaczy Solidarności. Twierdzili oni, że ich środowisko jest traktowane mniej korzystnie niż inni odbiorcy pomocy.
Ich zdaniem członkowie Solidarności zostali szczególnie mocno dotknięci działaniami władz i dlatego powinni mieć pierwszeństwo w otrzymywaniu pomocy.
Kontrowersje były na tyle poważne, że na przełomie lat 1983–1984 Stein Viksveen zrezygnował z pracy w grupie roboczej Komitetu Pomocy dla Polski.
Rozpoczął następnie organizowanie alternatywnych transportów pomocy w ramach nowo powstałej Akcji Solidarności.
Viksveen krytykował:
- ceny pobierane przez przewoźnika,
- system odbioru pomocy w Elblągu,
- oraz opowiadał się za całkowitą reorganizacją całej akcji pomocy dla Polski.
ZAOSTRZENIE KONTROLI
Wiosną 1984 roku doszło do kilku wydarzeń wskazujących na to, że polskie władze zaostrzyły kontrolę nad transportami pomocy przybywającymi z Norwegii.
Na granicy skonfiskowano trzy kartony zawierające ostatnią książkę rosyjskiego krytyka reżimu i laureata Nagrody Nobla, Aleksandra Sołżenicyna, przetłumaczoną na język polski.
Książki znajdowały się w ciężarówce wysłanej przez akcję pomocową z Sandnes. Transport był skierowany do polskiego miasta Olsztyn, położonego na południowy wschód od Elbląga.
Po tym wydarzeniu przewoźnik obsługujący akcję z Sandnes otrzymał odmowę wydania wizy do Polski.
Zainteresowanie wywołała również wypowiedź konsula Jerzego Mruka z Ambasady Polskiej w Oslo. Powiedział on, że polskie władze nadal są zainteresowane paczkami od Norwegów, którzy chcą pomagać, lecz nie od sił, które chciałyby:
„mieć wojnę w Polsce”.
NOWE ZASADY I ZAUFANIE KOŚCIOŁA
Kierownictwo Komitetu Pomocy dla Polski w Stavanger poświęciło wiele czasu i wysiłku, aby wyjaśnić powstałe problemy.
Olav T. Laake udał się do Polski, aby sprawdzić, czy przedstawiane zarzuty były uzasadnione.
Rozmawiał również z Lechem Wałęsą, który posiadał dobre kontakty z najwyższymi władzami Kościoła katolickiego.
Ustalono, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie pozostawienie sprawy w rękach kierownictwa Kościoła.
Po pewnym czasie nadeszło pismo od najwyższego hierarchy Kościoła w Polsce, kardynała Józefa Glempa. Kardynał stwierdził, że ma pełne zaufanie do Mieczysława Józefczyka oraz do systemu przyjmowania i rozdzielania pomocy w Elblągu.
Wprowadzono również nowe zasady dotyczące transportów.
Komitet Pomocy dla Polski uzyskał porozumienie z polskimi władzami, zgodnie z którym ciężarówki miały być plombowane na granicy, natomiast odprawa celna miała odbywać się dopiero w Elblągu.
W 2014 roku ówczesny lider Solidarności w Elblągu, Ryszard Kalinowski, określił zamieszanie wokół transportów pomocy jako:
„burzę w szklance wody”.
Olav T. Laake podkreślał:
„My, którzy odwiedzaliśmy Elbląg, mogliśmy na własne oczy zobaczyć, że mieszkanie dziekana funkcjonowało niemal jak ośrodek pomocy społecznej”.
Jego zdaniem paczki były rozdzielane tak sprawiedliwie, jak tylko było to możliwe.
Prywatne paczki, wysyłane ciężarówkami w ramach akcji elbląskiej, trafiały w dużej mierze do biednych i potrzebujących rodzin, zgodnie z rekomendacjami Kościoła.
Paczki bez konkretnych adresatów, a także ubrania, buty i inne towary były rozdzielane na podstawie list sporządzanych przez księży w poszczególnych dzielnicach miasta.
Pierwszeństwo w otrzymywaniu pomocy miały:
- samotne kobiety z małymi dziećmi,
- chorzy żywiciele rodzin,
- osoby otrzymujące najniższe emerytury.
Dla Olava T. Laake i organizatorów Akcji Elbląskiej niezwykle ważne było, aby pomoc nie stała się sprawą polityczną.
Laake był przekonany, że upolitycznienie akcji mogłoby ją całkowicie zniszczyć.
Podczas pobytów w Elblągu lokalne władze chciały spotykać się z przedstawicielami Stavanger, jednak norwescy delegaci zazwyczaj tłumaczyli się brakiem czasu.
„Na skraju załamania”
oraz
„Serca mieszkańców Rogaland biły dla Polski”
Jest to szczególnie ciekawa część, opisująca ogromną międzynarodową pomoc dla Polski w okresie kryzysu i stanu wojennego.
„NA SKRAJU ZAŁAMANIA”
W krytycznym okresie organizacje i osoby prywatne z wielu krajów europejskich uczestniczyły w szeroko zakrojonej akcji pomocy dla Polski.
Jest oczywiste – i zostało to udokumentowane – że polskie władze uważnie obserwowały te działania, obawiając się, że akcje pomocowe mogą zostać wykorzystane politycznie.
Z drugiej strony musiało być bardzo trudno odmówić pomocy humanitarnej w sytuacji, w jakiej znalazł się kraj.
Zaledwie około tydzień przed ogłoszeniem stanu wojennego międzynarodowe organizacje pomocowe stwierdziły, że polska gospodarka znajdowała się:
„na skraju załamania”
oraz że potrzebna była masowa pomoc międzynarodowa, aby uniknąć:
„głodu w Polsce tej zimy”.
Ponad pół roku wcześniej władze wprowadziły w całym kraju reglamentację mięsa, masła, mąki, ryżu i pszenicy. W lipcu odbył się pierwszy marsz głodowy.
Z pomocą wystąpiły między innymi Wspólnota Europejska, Stany Zjednoczone, Związek Radziecki oraz inne państwa bloku wschodniego. Programy pomocowe miały wartość wielu dziesiątek miliardów koron.
Mimo to, szczególnie w miastach, panował rzeczywisty brak żywności.
W takiej sytuacji premier Wojciech Jaruzelski wystąpił przeciwko Solidarności, internował kilka tysięcy jej członków i wprowadził w kraju stan wojenny.
SERCA MIESZKAŃCÓW ROGALAND BIŁY DLA POLSKI
Akcja pomocy dla Polski, a szczególnie dla Elbląga, prowadzona w Stavanger, nie była jedyną inicjatywą wysyłającą pomoc.
Powstawały kolejne akcje.
Organizacje humanitarne, gazety, przedsiębiorstwa, związki zawodowe, a później także kluby sportowe i klasy szkolne w całym regionie rozpoczynały własne zbiórki.
Rogalands Avis zachęcała swoich czytelników do wysyłania paczek pocztą.
We współpracy z Polakami mieszkającymi w Stavanger gazeta przekazywała nazwiska i adresy osób potrzebujących pomocy w rejonie Krakowa.
Pod koniec listopada 1981 roku urząd pocztowy w Stavanger wysyłał do Polski 100 paczek dziennie.
Napływ paczek trwał aż do Bożego Narodzenia i jeszcze dłużej. Rodziny z całego południowego Rogalandu wysyłały paczki pocztowe do Polski.
POMOC Z CAŁEGO ROGALAND
Stavanger i Sandnes Samvirkelag przekazały przed Bożym Narodzeniem 365 paczek pocztowych, a wysyłanie pomocy trwało przez całą zimę.
Pracownicy Det Stavangerske Dampskibsselskap zebrali 20 000 koron i zakupili 4,5 tony żywności oraz lekarstw.
230 paczek wysłano własnym statkiem armatora, M/S „Haukeli”, który dotarł do Szczecina na długo przed Bożym Narodzeniem.
Czerwony Krzyż w Rogalandzie wysłał przed świętami trzy ciężarówki.
Dwie pierwsze przewiozły łącznie 40 ton paczek przekazanych przez osoby prywatne i rodziny z południowego Rogalandu.
- jedna ciężarówka pojechała do Elbląga,
- druga do wsi w pobliżu Warszawy.
Tuż przed Bożym Narodzeniem kolejny samochód przewiózł z Kopervik do Gorzowa Wielkopolskiego 16,5 tony żywności.
Żywność została zebrana przez oddziały Czerwonego Krzyża w:
- Haugesund,
- Tysvær,
- Åkra,
- Kopervik,
- Skudenes.
20 TON ŻYWNOŚCI DLA ELBLĄGA
Jedna z ciężarówek przewoziła 20 ton mrożonej wątroby wołowej, zakupionej w Danii za pieniądze zebrane w ramach akcji pomocy dla Polski.
Transport przekroczył granicę dokładnie tej samej nocy, podczas której wprowadzono stan wojenny.
Kierowca bez większych problemów dotarł do Elbląga i dostarczył żywność do miejskiej rzeźni, gdzie jej odbiorem i dalszym przekazaniem zajęli się ludzie z Solidarności.
OGÓLNOKRAJOWA AKCJA POMOCOWA
Norges Kooperative Landsforening (NKL) oraz Norsk Folkehjelp wspólnie zorganizowały ogólnokrajową akcję zbiórkową.
W 1700 spółdzielniach w całej Norwegii sprzedawano bony podarunkowe, które następnie zamieniano na paczki zawierające żywność i inne towary.
Paczki były transportowane ciężarówkami do rodzin w Polsce.
Celem było sprzedanie 100 000 bonów podarunkowych.
Już w styczniu 1982 roku NKL i Norsk Folkehjelp sprzedały jednak bony o wartości przekraczającej 20 milionów koron.
Pod koniec roku również rząd norweski przeznaczył 17,5 miliona koron dla organizacji humanitarnych prowadzących pomoc w Polsce.
Pieniądze przeznaczono na zakup żywności i lekarstw.
WYJĄTKOWA WSPÓLNA AKCJA POMOCOWA
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku premier Wojciech Jaruzelski użył policji i wojska, próbując zniszczyć Solidarność oraz nadzieję Polaków na bardziej demokratyczną przyszłość.
Kryzys w Polsce stał się wówczas jeszcze bardziej widoczny dla świata.
Wywołało to jeszcze większą sympatię oraz zwiększyło moralne i materialne wsparcie dla Polski.
W Stavanger i innych norweskich miastach ludzie uczestniczyli w pochodach z pochodniami, niosąc transparenty wyrażające pełne poparcie dla Solidarności.
„Ręce precz od Polski!” – domagał się przewodniczący Akcji Elbląskiej.
Z przyjemnością kontynuuję — oto ostatnia część głównego tekstu artykułu.
DROGA DO WIELKICH ZMIAN
Ludowe, pokojowe powstanie, które rozpoczęło się od strajków w polskich miastach nad Bałtykiem latem 1980 roku, stało się początkiem procesu prowadzącego do upadku komunistycznych reżimów w Europie Wschodniej.
Ruch ten, kierowany przez Solidarność, działającą w ścisłym związku z silnym Kościołem katolickim oraz innymi środowiskami, wyrósł z długotrwałego kryzysu zaufania pomiędzy władzami a społeczeństwem polskim.
Bezpośrednim impulsem były jednak codzienne problemy: rosnące ceny żywności, jej niedobór oraz materialna bieda.
Po uderzeniu władz w Solidarność w grudniu 1981 roku organizacja pod przywództwem Lecha Wałęsy odzyskała później swoją pozycję i kontynuowała walkę przez całe lata osiemdziesiąte.
Kiedy Solidarność uzyskała możliwość udziału w wyborach parlamentarnych w 1989 roku i odniosła zdecydowane zwycięstwo, wydarzenie to miało głębokie konsekwencje historyczne.
NIEPRZERWANY STRUMIEŃ POMOCY ZE STAVANGER
Przez wszystkie te lata ze Stavanger do Elbląga płynął nieprzerwany strumień paczek.
Być może transporty pomocy ze Stavanger, z całej Norwegii i innych części świata przyczyniły się w pewnym stopniu do otwarcia zamkniętego społeczeństwa oraz wzmocniły uzasadnione dążenia mieszkańców do zmian i lepszego życia.
Ciężarówki Akcji Elbląskiej przewiozły w latach 1981–1991 około 80 000 paczek.
Większość pomocy została wysłana w pierwszych latach działalności. Pod koniec akcji do Elbląga jeździły już tylko dwie lub trzy ciężarówki rocznie.
Koszty ponoszone przez gminę Stavanger były stosunkowo niewielkie – około 150 000 koron w ciągu dziesięciu lat.
Ponadto dwóch pracowników wydziału informacji poświęcało część swojego czasu pracy na obsługę akcji, bez domagania się przez gminę zwrotu tych kosztów.
Akcja Elbląska była finansowana przede wszystkim przez osoby prywatne i rodziny, które regularnie:
- kupowały żywność,
- przygotowywały paczki,
- dostarczały je do magazynu portowego,
- opłacały transport.
Z łącznej kwoty 4,5 miliona koron przeznaczonej na transport ponad połowę wykorzystano na zakup dodatkowej żywności, witamin, lekarstw i sprzętu medycznego.
Pozostała część została przeznaczona na pokrycie kosztów transportu.
Trudno dokładnie oszacować, ile paczek zostało łącznie wysłanych do Polski przed Bożym Narodzeniem 1981 roku oraz w następnych latach.
Nie ma jednak wątpliwości, że zagraniczna pomoc była dla Polaków niezwykle ważna w bardzo trudnym okresie, nawet jeśli nie wszystkie wsie i miasta otrzymywały pomoc w takim zakresie jak Elbląg.
DLACZEGO AKCJA ELBLĄSKA ODNIOŚŁA SUKCES?
Norwegowie są znani ze swojej hojności, jednak nie każda akcja zbiórkowa spotyka się z tak ogromnym odzewem.
Dlaczego właśnie Akcja Elbląska odniosła tak wielki sukces?
Autor rozważa kilka możliwych powodów.
Być może dlatego, że od początku do końca, zarówno po stronie norweskiej, jak i polskiej, akcja była wspierana i prowadzona przez osoby mające wpływy.
Być może również dlatego, że wielu Norwegów uważa Polaków za jednych ze swoich najbliższych europejskich sąsiadów.
Prawdopodobnie także dlatego, że akcja dawała możliwość symbolicznego sprzeciwu wobec komunistycznych władz.
Ale – jak podkreśla autor – przede wszystkim dlatego, że dotknęła ludzi w sposób osobisty.
Zaangażowanie Stavanger, a szczególnie Akcja Elbląska, zostanie zapamiętane jako wyjątkowy wspólny wysiłek społeczny oraz niezwykłe zjawisko okresu zimnej wojny.
Nie tylko ze względu na ogromne poparcie i długi czas trwania akcji, ale również dlatego, że stworzyła ona:
- ludzkie ciepło,
- wzajemną życzliwość,
- zrozumienie między narodami,
- oraz więzi przyjaźni ponad granicami.
WDZIĘCZNOŚĆ I MEDALE
Polacy bardzo wysoko cenili paczki i pomoc otrzymywaną ze Stavanger.

Ks. Infuat Mieczyslaw Józefczyk
Lech Wałęsa, dziekan Mieczysław Józefczyk oraz kardynał Józef Glemp wielokrotnie wyrażali swoją wdzięczność.
Kardynał Glemp i Mieczysław Józefczyk odwiedzili Stavanger, aby osobiście podziękować mieszkańcom i organizatorom akcji.

Przewodniczący akcji, Olav T. Laake, został zaproszony do Polski, aby otrzymać odznaczenia honorowe jako wyraz wdzięczności za swoją pracę oraz za wysiłek wszystkich osób zaangażowanych w pomoc.

Olav T. Laake otrzymał:
- jubileuszowy medal kardynała Józefa Glempa,
- Medal Wdzięczności Solidarności,
- Kryształową Różę Solidarności.
W 2011 roku otrzymał również Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
ELBLĄG W 2014 ROKU
W 2014 roku Elbląg był już miastem znacznie bardziej nowoczesnym i sprawnie funkcjonującym niż w latach osiemdziesiątych.
Lokalne władze przeznaczały środki na odbudowę i modernizację miasta.
Elbląg stał się regionalnym centrum kultury i edukacji, zachowując jednocześnie silne tradycje przemysłowe związane z browarnictwem, przemysłem stoczniowym i metalurgicznym.
Mieszkańcy żyli lepiej, lepiej się odżywiali i ogólnie mieli lepsze warunki życia niż trzydzieści lat wcześniej.
Niemal każda rodzina posiadała własny samochód.
Nadal istniały jednak problemy.
Wysokie bezrobocie, podobnie jak w wielu innych europejskich miastach, powodowało niepewność co do przyszłości.
Mieszkańcy Elbląga pamiętali paczki otrzymywane ze Stavanger.
Nikt jednak nie chciał powrotu do czasów głodu, niedostatku i biedy.
PRZYPISY
[1] Kalinowski mieszka obecnie w Stavanger wraz ze swoją rodziną. W 2014 roku jest przewodniczącym Towarzystwa Polsko-Norweskiego oraz przewodniczącym Rady Imigrantów w gminie.
[2] Członkowie Towarzystwa Polsko-Norweskiego wykonali wyjątkową pracę społeczną i w znacznym stopniu przyczynili się do tego, że akcja zbiórkowa mogła być prowadzona przez wiele kolejnych lat.
[3] Według Laake w kartotece zarejestrowanych było 1300 osób.
[4] Według Åge Askø („Rogalands Avis”, 22 lutego 1984 roku) oraz Olava T. Laake.
[5] „Rogalands Avis”, 22 lutego 1984 roku.
[6] Według Olava T. Laake.
[7] Zgodnie z radami osób znających sytuację, z tyłu ciężarówek umieszczano nylonowe pończochy i kilka pudełek czekolady. Po tym – jak twierdzono – ubytki w transporcie były mniejsze.
[8] „Stavanger Aftenblad”, 4 czerwca 1964 roku.
[9] „Rogalands Avis”, 12 maja 1984 roku.
[10] Ryszard Kalinowski w wiadomości e-mail, marzec 2014 roku.
[11] NTB, „Rogalands Avis”, 4 grudnia 1981 roku.
[12] Autor artykułu sam przebywał w Polsce w grudniu 1981 roku i osobiście doświadczył ogromnej biedy zarówno w Krakowie, jak i w Warszawie. Spotkał ludzi, którzy rzadko lub nigdy nie mogli najeść się do syta.
„Dzisiaj chodziliśmy od sklepu do sklepu, ale nigdzie nie można dostać chleba” – mówili mu ludzie w Krakowie.
[13] Według redaktora branżowego Arilda Johannessena z Coop, luty 2014 roku.
[14] „Rogalands Avis”, 17 grudnia 1981 roku.
[15] Według Kalinowskiego w ciągu dwóch lat internowano ponad 10 000 działaczy i członków Solidarności. W grudniu 1981 roku aresztowano i internowano około 5000 osób.
[16] Notatka Olava T. Laake skierowana do gminy Stavanger.
[17] Polska telewizja nakręciła również film o Akcji Elbląskiej.
[18] Według Ryszarda Kalinowskiego, 2014 rok.
Jest to bardzo wartościowy dokument o niezwykłej, ponad dziesięcioletniej akcji pomocy ze Stavanger dla Elbląga.
Ks. Infut M. Józefczyk z parafii Sw. Mikołaja w Elblągu, obecnie katedra Sw. Mikołaja, odegrał znacząca role w stanie wojennym i byl glownym odbiorcą i dystrybutorem pomocy przychodzacej ze Stavanger i Holandii.


Sedzia Olav T. Laake spotkał sie z L. Wałęsą w Gdansku i w Elblagu
Sedzia Olav T. Laake spotkał sie z Prymasem Polski Józefem Glempem.


Lech Wałęsa wysłał list do Stavanger z podziękowaniem za pomoc dla miasta Elbląg.